Pierwszy miesiąc dziecka z rodziną

Napisane przez dnia 07-01-2014 | Brak komentarzy

Aktualne kursy

Wykresy walut - 50 ostatnich notowań
EUR - Euro
Wykres kursu waluty EUR
Pierwszy miesiąc dziecka z rodziną

Pojawienie się dziecka może budzić u jego mamy i taty skrajne reakcje ‒ od euforii po panikę, gdy oceni się trud rodziców, jaki towarzyszy rozwojowi dziecka miesiąc po miesiącu. Tymczasem rozwój noworodka ‒ bo to nim będzie dziecko przez pierwszy miesiąc życia ‒ nie jest zbyt skomplikowany. Okres, kiedy dziecko jest noworodkiem, to dla rodziców miękkie wprowadzenie w trud bycia rodziną. To dobry czas, by nauczyć się rozumieć dziecko, co przyda się w towarzyszeniu jego dalszemu rozwojowi miesiąc po miesiącu.


Na tym etapie życia dziecka ich pociecha głównie śpi, budząc się jedynie w porze karmienia, stąd też głównym problemem, jak się może wówczas pojawić, to troska o utrzymanie higieny osobistej malucha. Nie jest to trudne w epoce pieluszek jednorazowych i kosmetyków do pielęgnacji delikatnej skóry niemowlęcia. Pewne trudności w rozwoju noworodka mogą spowodować trudności ze ssaniem.

Dzieci mają wrodzony odruch ssania,…

Dzieci mają wrodzony odruch ssania, ale początkom karmienia piersią może towarzyszyć rozdrażnienie dziecka, które nie radzi sobie z tą umiejętnością. Na szczęście jest ona do wyćwiczenia. Dziecko na tym etapie rozwoju jest całkowicie zależne od opiekunów i zupełnie nieodporne na bodźce świata zewnętrznego. Nic dziwnego, ze lekarze zalecają, by na tym etapie rozwoju dziecka miesiąc po miesiącu ograniczyć liczbę gości ‒ system immunologiczny dziecka dopiero się buduje. Ciepłota dziecka jest w tym okresie wyższa.

Pierwszy miesiąc dziecka z rodziną – galeria

swędzenie skóry

Foto: pixabay.com

atopowe zapalenie skóry

Foto: pixabay.com

W rozwoju noworodka ważną umiejętnością jest rozpoznawanie głosów i twarzy rodziców. Trudnym momentem w rozwoju noworodka jest odpadnięcie pępowiny. Wiąże się z tym troska u pielęgnację jej kikuta. Na tym etapie rozwoju dziecka miesiąc po miesiącu stabilizuje się jego układ oddechowy, układ krążenia i układ wydalania. Maluch najpierw traci na wadze, później wyrównuje urodzeniową masę ciała.

Demotywatory

Sąsiedzi z Wietnamu zabrali Panu Grzegorzowi wózek, który trzymał na zewnątrz. Choć sam był biedny,okazał wyrozumienie.Tak to opisał w poście na Facebooku: – "A było tak. Mieszkaliśmy z żoną moją ówczesną, wspaniałą Kingą Ilgner, w mieszkaniu nr 16. A pod nami, pod dwunastką rodzina imigrantów z Wietnamu. Mili, cisi, sympatyczni i zawsze mówiący "dzień dobry". Czyli nienormalni jacyś. Nie mieliśmy wtedy zbyt dużo miejsca w mieszkaniu, więc wózek naszego pacholęcia zostawialiśmy pod drzwiami. Na klatce. Aż tu pewnego razu wracamy do domu a wózka ni ma. Wziął i wyparował. Kłopot. Bo z teatralnej pensji to sobie można co najwyżej jedno kółko do wózka kupić. Na kolejny nas nie stać, więc stoimy na klatce, łzy nam się leją, obmyślamy różne strategie bezwózkowego przemieszczania potomstwa i kombinujemy, że teraz będziemy musieli nasze latorośle nosić na barana albo turlać. No i przykro nam strasznie, że ludzie są źli, że przywłaszczają sobie cudze mienie i że w ogóle homo homini lupus est. I różne łacińskie i słowiańskie bluzgi cisną nam się na usta, aż tu nagle patrzymy a tam liścik w drzwiach. A treść jego jest następująca:"Jestem mieszkam w pokój 12. zabrałam wuzek dla dziecka od pana. Czy można? Jeżeli pan potrzena, to ja oddam panu. Dziękuję! Przeprasam ze nie pitam panu przed zabrać!"I jakieś wzruszenie mnie ogarnęło nad losem imigranta. A gdybyśmy tak musieli wszystko rzucić i wyjechać po wolność i chleb do Wietnamu? Ile czasu by nam zajęło nauczenie się tamtejszego języka? Ile lat nauki zanim bylibyśmy w stanie napisać taki liścik? Nie twierdzę, że każdy imigrant to kryształ. Nie jestem naiwny i wiem oczywiście, że świat jest bardziej skomplikowany niż klatka schodowa w mojej byłej kamienicy. Wiem, że wśród Wietnamczyków też jest wielu drani. Wśród Syryjczyków, Jordańczyków i Ukraińców również. Tak jak wśród Polaków. Ostatecznie wózek oddaliśmy Wietnamczykom, bo byli chyba jeszcze biedniejsi niż my wówczas. Poza tym mieli sto razy więcej dzieci. A list zachowałem dla potomnych. Żeby wiedzieli, że ich rodzice budowali kiedyś mosty między narodami. Między Hanoi i Warszawą. I żeby wiedzieli, że w tym pełnym konfliktów świecie wszyscy jedziemy na tym samym wózku. W przenośni i dosłownie. Przeprasam że nie pitam Państwu przed zamieścić ten pościk."

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>